Fabryka Maszyn Dziwnych

Nie po to rodzimy się różni, żeby jeździć seryjnymi pojazdami.

Farby do metali

Jak każdy mój „test konsumencki”, ten również powstaje, aby inni się nie „nacięli” na jakieś hovno w ładnie zadrukowanej puszce za worek pieniędzy. Używam głównie farb do nakładania pędzlem/wałkiem, z racji ich „solidności”. Do większych powierzchni kiedy trzeba coś zrobić „ładniej”, używam również prostego pistoletu natryskowego, jak mam dobry humor i chce mi się go potem płukać.

Nie będzie to typowy test, a raczej zbiór uwag i doświadczeń związanych z farbami, jakie w praktyce warsztatowej miałem okazję wypróbować. Nie ma testów wydajności w m2/litr, ale uwagi na temat krycia pozwolą się zorientować. Miały powstać poddziały „Farby w puszce”, „Podkłady w puszce”, „Spraye”, „Lakiery”, „Specjalne” i tym podobne, ale do czego zakwalifikować moje faworytki, łączące cechy? Postanowiłem więc oddzielić produkty w sprayu i w puszce, a resztę zawrzeć w treści.

Szybki podział farb

  1. alkidowe to olej lniany plus chemiczne modyfikatory - łatwo zarysować ale nie odpryskują. Matowieją (kredują) na zewnątrz, ale dosyć odporne na warunki atmosferyczne i mechanicznie. Nie nadają się do stałego kontaktu z wodą, brzydną np. przy wlewie do baku. długo schnące.
  2. chlorokauczukowe to alkidowe modyfikowane chloroauczukiem. Szybciej schną i są bardziej odporne na zarysowania
  3. nitro - roztwór celulozy w rozpuszczalnikach. Szybkoschnące, ale mała przyczepność i łatwo zmatowić. Do wymalowań dekoracyjnych.
  4. lakier polimocznikowy - uzywany na cieżarówki, dorównuje starym lakierom używanym np. do malowania pojazdów jeszcze w latach 80. Nie dla amatora (wymagają pistoletu mieszającego na żywo), ale czasem warto sobie odpuścić własnoręczne malowanie i zanieść do warsztatu
  5. przemysłowe farby epoksydowe - rewelacja, ale ciężko kupić amatorskie ilości. Jak tylko znajdziesz okazję - bierz.
  6. poliuretanowe (np. do łodzi laminowanych) i alkidowo-uretanowe (np. do podłóg przemysłowych)

Puszki

Szczególnie należy uważać na czarne (i inne ciemne kolory) zwykłych farb ftalowych. O wodnych akrylach i innych ekowynalazkach z czystej grzeczności nie wspomnę, bo kląć nie lubię i złego świadectwa wystawiać, a chcąc tego uniknąć - skłamałbym. Czarna (prawie) zawsze będzie niemal niekryjąca. I farby za 25 zł/l trzeba będzie wypaćkać 3 warstwy każda po 17h schnięcia + (wynika z praktyki) jeszcze tydzień zanim przestanie odłazić. A to wszystko, żeby uzyskac podobny efekt, co jedną warstwą dobrej po 35zł/l, schnącej 20 minut do „dotknięcia”, 6h do użytku a 24-48 do pełnego efektu.

POLECAM

  1. Moja faworytka do szybkich codziennych robót, po spawaniu itd.: Śnieżka na dach. Chlorokauczukowa, jednoskładnikowa gruntoemalia. Śnieżka Na Dach w 2016 zmieniła się. Zamiast chlorokauczukowej w puszkach z tym napisem sprzedaje się teraz równie znakomitą, jeśli nie lepszą, farbę poliwinylowo-akrylową. Do dobrze wyczyszczonej powierzchni chwyta wzorowo, raz nałożoną ciężko pędzlem rozetrzeć aby prześwitywała. Wytrzymuje zimy na ramie motocykla, dosyć odporna na uderzenia. Schnie w miarę szybko, nie lepi się do paluchów - nie na drugi dzień, jak ftalowa, tylko po pół godziny do godziny. Czarna Śnieżka Na Dach kryje tak, jak dawniej każda czarna. Czyli jak położysz, to ciężko pędzlem rozmazać żeby prześwitywała. Są też lepsze kompozycje - np podkład chlorokauczukowy + farba chlorokauczukowa albo poliuretanowa, ale do szybkich prac nie ma nic lepszego i dostępniejszego. Niestety obecnie ma również dwie wady. Po pierwsze - schnąc, śmierdzi przez 2-3 dni okrutnie mieszanką szamba, skarpet i zgnilizny w upale. Niesamowite, jak z chemicznej farby udało się taki naturalny zapach wycisnąć :D Najlepiej suszyć pod wiatą, bo w niewewntylowanym garażu można pawia puścić. Druga wada to rozcieńczalnik - nie może być na bazie benzyn. Na szczęście rozpuszczalnik do zmywania pędzli może być „jakikolwiek”, choćby prosta tania mieszaka do ftalowych.
  2. Podkład chlorokauczukowy Lowikor 2. Już sam opis farby wzbudzał zaufanie. Bez NLP-owego bełkotu o wspaniałości. Na szarym tle zbiór konkretów, m.in. „Oczyścić za pomocą obróbki strumieniowo-ściernej co najmniej do Sa2”. Wypróbowana m.in. na ramie motocykla wyczyszczonej twardą szczotką na szlifierce. Trzyma znakomicie, znosi parkowanie pod chmurką. Podkład nie jest tani, przeznaczony jest do konstrukcji morskich, słupów energetycznych i instalacji przemysłowych. Powinien jednak schnąć sobie tydzień-dwa przed rozpoczęciem użytkowania przedmiotu.Warto mieć puszkę w zanadrzu.
  3. Znakomite farby chlorokauczukowe Polimal i (nieco droższe, ale w szerokiej palecie kolorów) Nobiles.
  4. Śnieżka Nitromal - szybkoschnąca, dosyć trwała powłoka, ale nie mechanicznie. Nitro niewiele się zepsuło przez zielonych. Nawet czarna daje radę, choć w tym kolorze trudno o kryjącą. Połyskuje, można użyć na zewnątrz, nawet na dach samochodu przy budżetowym remoncie - wypróbowane, Tico dwa lata jeździło bez poprawek, później straciłem z nim kont. Na drzwiach by się nie sprawdziło.
  5. Stare, choćby trzydziestoletnie farby ftalowe. Jeśli tylko da się ja zmieszać i użyć - używajcie bez obaw. Na nich się jeszcze nie zawiodłem. Zbierać, dbać aby nie zaschły, nie wyrzucać. Takich już nie będzie.

ODRADZAM

  1. Hammerite „primo na rzez”. A przynajmniej nie polecam użycia jej tak, jak dopuszcza instrukcja. Można traktować jedynie jak dobrej jakości ftalówę, bo związków cynku to w niej homeopatyczne ilości. Do kosztów należy doliczyć przynajmniej małą flaszkę ich „specjalistycznego” rozpuszczalnika za 80 zł/litr :-?. Na szczęście do zmywania pędzli, wbrew informacji producenta wystarczy dobrana metodą węchową mieszanka benzyny, ksylenu, przyprawiona acetonem.
  2. Czarne i żółte farby ftalowe. Próbowałem wielu. Nie kryją i tyle. Po trzech warstwach (każda po naście godzin schnięcia) efekt zaczyna przypominać to, co dawniejszymi ftalowymi robiło się jedną warstwą. Nie będzie już dobrych farb ftalowych, bo muszą być „ekologiczne”. Czyli 10% mniej trująca - nieważne, że trzeba jej wypaćkać 3x tyle i że po 3-4 latach (zamiast po 10) powłokę trzeba zdrapac (sama zaczyna złazić). ZAPOMNIJCIE
  3. „Cywilne” (dostępne w każdym sklepie) podkłady antykorozyjne w kolorze farby miniowej. Minii ołowianej nie ma i już nie będzie, a półmatowa ftalówa ze śladową zawartością związków cynku, barwiona dla hecy na jej kolor niczego nie załatwia.

Spraye

Farb jednoskładnikowych w „psikaczu” używam rzadko. Dobrze kryją, ale zazwyczaj szybko odpadają. Zdarzają się wsród nich perełki i te „pójdą na pierwszy ogień”.

POLECAM

  1. przede wszystkim Podkład Epoksydowy BOLL. Na dobrze przygotowaną stal chwyta jak to żywice. Doskonale przyczepny pod wszelkie farby. Szybkoschnący, śmierdzi jak kaka demona. Wada - cienka powłoka. Czasem warto się zastanowić, czy mając czas lepiej byłoby użyć np. Lowikoru
  2. Rallye Lack i Rallye Klarlack Motip. W pomieszczeniach dają radę, a po zamalowaniu klarem nawet na zewnątrz. Schną szybko i niezbyt śmierdzą. Powłoka dość wrażliwa mechanicznie, konieczny klar, ale do dekoracji świetna sprawa. Uwaga - gryzą się z innymi farbami, marszczą powłoki i „w ogóle”. Klarlack znakomity do „laminowania” map, wydrukowanych kartek „Uwaga, cośtam” do wieszania na zewnątrz i nabłyszczania własnej roboty naklejek na panele urządzeń itp.
  3. Cynk w sprayu Most i inne, tzw. „99% cynku” - to zawiesina cynku w rozpuszczalniku i czymś jeszcze. Powłoka słaba mechanicznie, ale na wydechy oraz konstrukcje narażone atmosferycznie (nie mechaniczne) jest świetna. Normalna ochrona katodowa jak ocynk. Farba sobie „gnije” i się utlenia, dopiero kiedy jej zabraknie, pogoda zaczyna ruszać stal. Testowałem na motocyklach, samochodzie oraz na słupkach na działce

ODRADZAM

  1. Farby ftalowe/alkidowe w sprayu. Wszelakie. Znajomi mi to znoszą, komuś zostaje, sam kilka razy kupiłem chcąc znaleźć coś do gładkich poprawek na szybko. Nadają się do gruntowania drewna pod zwykła ftalową, bo w sprayu są po prostu bardzo rzadkie ftalowe. Choćby nie wiem jak przygotowywać powierzchnię metalu pod taką, zarysować i zdrapać daje się przez przypadek albo od samego patrzenia. Po paru tygodniach schnięcia nieco mocniejsza. Bratu pomalowaliśmy tak bak (eksperyment). Po miesiącu motocykl już wyglądał jak parkowany kilka lat pod chmurką, ale farba trzyma.

Słowo o rozpuszczalnikach i narzędziach, tak przy okazji

Najważniejsza rzecz, to dobrać rozpuszczalnik do farby. Nagminne zjawisko mylenia rozpuszczalników lub ignorowania różnic między nimi potrafi zepsuć najlepszą farbę. Sam mam zwykle 3-4 butle róznych rozpuszczalników, aceton, zmywacz do powłok i … zwykłą benzynę bezołowiową. Kosztuje połowę tego, co rozpuszczalniki, a może zastąpić rozcieńczalnik do niektórych farb, a także znakomicie nadaje się do mycia pędzli, ale o tym niżej.

Mycie pędzla

Pędzel mam jeden „główny” od kilku lat, pomalowałem nim dziesiątki rzeczy, po kilka razy, różnymi kolorami i rodzajami farb. Kaloryfer, ramy pojazdów, powłoki antykorozyjne itd. Czym jest mój bohater? To zwykły, tzw. angielski jednocalowy, z Befaszczotu. Pomagają mu czasem bracia dwucalowy i trzycalowy. Zestaw kosztował 6 złotych i do dzisiaj włosie jest w znakomitej kondycji. W czym sekret? Oto 3 zasady, których się trzymam:

  • NIGDY NIE TRZYMAĆ PĘDZLA W SŁOIKU Z WODĄ „do jutra”. Bardziej obrzydliwego pomysłu nie znam. W dodatku nie ma szans, aby nie wprowadzić wody do farby
  • NIGDY NIE DOPUŚCIĆ DO PRZYSCHNIĘCIA FARBY. Jeśli odkładam pędzel na 5-10 minut, owijam go kawąłkiem folii. Jeśli przerwa ma być dłuszsza, ZAWSZE płuczę pędzel i wycieram o gładką deskę - mój stół warsztatowy wygląda od tego jak szczygiełek. Uzywając farb nitro nie odstawiaj pędzla nawet na kilka minut. Od razu w rozpuszczalnik.
  • DOBRZE WYPŁUKAĆ PĘDZEL, co któreś płukanie kąpiel w mydle

Oszczędność rozpuszczalników (zmywaczy)

Najlepsze efekty przynosi litrowy zbiornik „wody królewskiej” z benzyny i mieszanki rozpuszczalników. Umyje pędzel po wszystkim poza chlorokauczukiem i nitro. Z takiego zbiornika zlewa się trochę do słoja, płucze pędzel i całość z powrotem do zbiornika. Czasem trzeba uzupełnić. Raz na kwartał zlewa się cały zbiornik, wywala z niego szlam i z powrotem napełnia rozpuszczalnikiem. Litrem można DOBRZE umyć pędzel po dziesiątkach prac, plus płukanie w trakcie prac itd. Oszczędniej niż każdorazowo lać 100 ml, skuteczniej niż gdyby każdorazowo dziadować i próbować trzymać „na jutro” w wodzie i „płukać” 25 ml rozpuszczalnika, co po kilku razach zabija pędzel.
Do chlorokauczuków mam osobny zbiornik rozpuszczalnika „chlorokauczukowego” Aned. Dwie godziny po wypłukaniu pędzla sedymentuje pozostawiając osad pod klarowną cieczą. Można używać aż wyparuje.